ziemia
Autor: Christopher Solomon | dodano: 2014-08-21
ARKTYKA JEST CHORA

W miarę jak na dalekiej północy robi się coraz cieplej, jej mieszkańcy, od wołów piżmowych po ludzi z wciąż rozwijających się miast, zaczynają chorować
Wydry morskie pluskające się u wybrzeży alaskańskich wysp aleuckich powinny żyć szczęśliwie daleko od cywilizacji.

Jednak te małe futrzaki mają kłopoty. W ciągu niecałych 10 lat ich populacja na Aleutach i w południowo-wschodniej części Alaski spadła o 70%.

Próbując zrozumieć ten spadek liczebności, Tracey Goldstein z University of California w Davis wraz z zespołem badaczy zaczęła szukać odpowiedzialnej za ten stan choroby. To, co odkryli, było alarmujące: znaleźli dowody obecności wirusa nosówki zwykle występującego u fok. Focza odmiana wirusa podobnego do psiej nosówki już wcześniej dawała brutalnie znać o sobie na Atlantyku, zabijając w ciągu 20 lat ponad 50 000 fok u wybrzeży Europy. Miała również związek z umieraniem fok na wschodnich wybrzeżach Kanady i USA. Jednak foczego wirusa nosówki nigdy wcześniej nie wykrywano na północnym Pacyfiku. Jak się tam dostał?

Po szybkim śledztwie ustalono prawdopodobną przyczynę – topnienie lodu arktycznego. Rok 2002, w którym wystąpiła ostatnia wielka epidemia foczej nosówki w północnej Europie, był jednocześnie rokiem, w którym letniego lodu w Arktyce było niezwykle mało. Goldstein wysnuła hipotezę, że roztapianie Arktyki sprawiło, że dla patogenów otworzyło się legendarne Przejście Północno-Zachodnie, pozwalając zarażonemu ssakowi morskiemu, takiemu jak foka obrączkowana (albo jego odchodom) na kontakt ze zwierzętami morskimi z północnego Pacyfiku, przez co choroba rozniosła się wśród tamtejszych wydr morskich. Fragment wirusa wykryty wśród aleuckich wydr był identyczny z tym, który wywołał europejską epidemię w 2002 roku.

Teoria ta spotkała się z pewnym sceptycyzmem, ale jeśli jest prawdziwa, to zdaniem Goldstein, kierującej Marine Ecosystem Health Diagnostic and Surveillance Laboratory (Laboratorium Diagnostyki i Monitorowania Zdrowia Ekosystemu Morskiego) na uczelni, ssaki morskie w oceanach Arktycznym i Spokojnym, zwłaszcza foki pospolite, mogą być zagrożone rozprzestrzenianiem się wirusa. Co więcej, w Przejściu Północno-Zachodnim spotykają się teraz ze sobą (lub swoimi wydalinami) jeszcze inne gatunki, co może prowadzić do dalszego przekazywania choroby. Na przykład, w lecie 2010 roku spotkały się tam oznakowane i śledzone przez satelity wieloryby grenlandzkie z Atlantyku i Pacyfiku. To prawdopodobnie zdarzyło się po raz pierwszy od początku epoki holocenu 12 000 lat temu.

Ponieważ zmiany klimatyczne sprawiają, że polarne rejony Ziemi ogrzewają się szybciej niż prawie wszystkie inne, zwierzęta na lądzie, podobnie jak te w morzu, zaczynają chorować. W ciągu ostatnich 50 lat temperatury na całej Alasce wzrosły średnio o 1,9°C, podczas gdy średni wzrost dla reszty świata wyniósł 0,7 stopnia. Alaskańskie zimy ocieplają się nawet szybciej niż lata, a ich średnia temperatura wzrosła o 2,6°C. Ocieplenie to może tworzyć dogodniejsze warunki dla patogenów i pasożytów, a także ułatwić północną migrację wielu zwierząt takich, jak kleszcze, które często przenoszą choroby. Nowe organizmy pełzną i płyną na coraz cieplejszą północ, przenosząc patogeny do populacji, które nigdy ich wcześniej nie napotkały.

Migracja ta może być również zagrożeniem dla ludzi. W kurczącym się świecie, którego dawne bariery czasem dosłownie topnieją, zwierzęce choroby mogą się na nas łatwiej przenosić. Faktycznie, ponad 60% nowych chorób zakaźnych, które na całym świecie pojawiły się u ludzi po roku 1940, przeniosły się na nas ze zwierząt. Wśród nich są te wywoływane przez wirusy Ebola oraz zespołu ciężkiej niewydolności oddechowej (Severe Acute Respiratory Syndrome – SARS). Mówiąc prościej, jak ujmuje to Michael Grigg, szef zespołu zajmującego się parazytologią molekularną w National Institute of Allergy and Infectious Diseases, „jeśli zwierzęta są chore, to i my możemy zachorować.”

Zmiana w występowaniu chorób może również wpływać na zmiany populacji zwierząt, zagrażając ekosystemom i bazie pokarmowej rdzennych społeczności. A jednak naukowcy dopiero teraz zaczynają sobie uświadamiać wagę tych odkryć. „Arktyka – mówi Claire Heffernan, specjalistka od światowego zdrowia na University of Oxford – jest w rzeczywistości puszką Pandory pełną zakaźnych chorób i zmian klimatycznych.”

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 09/2014 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
01/2018
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Grudzień
18
W 1849 r. amerykański astronom William Cranch Bond wykonał pierwsze teleskopowe zdjęcie Księżyca.
Warto przeczytać
Odkrycia Svante Pääbo zrewolucjonizowały antropologię i doprowadziły do naniesienia poprawek w naszym drzewie genealogicznym. Stały się fundamentem, na którym jeszcze przez długie lata budować będą inni badacze

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Christopher Solomon | dodano: 2014-08-21
ARKTYKA JEST CHORA

W miarę jak na dalekiej północy robi się coraz cieplej, jej mieszkańcy, od wołów piżmowych po ludzi z wciąż rozwijających się miast, zaczynają chorować
Wydry morskie pluskające się u wybrzeży alaskańskich wysp aleuckich powinny żyć szczęśliwie daleko od cywilizacji.

Jednak te małe futrzaki mają kłopoty. W ciągu niecałych 10 lat ich populacja na Aleutach i w południowo-wschodniej części Alaski spadła o 70%.

Próbując zrozumieć ten spadek liczebności, Tracey Goldstein z University of California w Davis wraz z zespołem badaczy zaczęła szukać odpowiedzialnej za ten stan choroby. To, co odkryli, było alarmujące: znaleźli dowody obecności wirusa nosówki zwykle występującego u fok. Focza odmiana wirusa podobnego do psiej nosówki już wcześniej dawała brutalnie znać o sobie na Atlantyku, zabijając w ciągu 20 lat ponad 50 000 fok u wybrzeży Europy. Miała również związek z umieraniem fok na wschodnich wybrzeżach Kanady i USA. Jednak foczego wirusa nosówki nigdy wcześniej nie wykrywano na północnym Pacyfiku. Jak się tam dostał?

Po szybkim śledztwie ustalono prawdopodobną przyczynę – topnienie lodu arktycznego. Rok 2002, w którym wystąpiła ostatnia wielka epidemia foczej nosówki w północnej Europie, był jednocześnie rokiem, w którym letniego lodu w Arktyce było niezwykle mało. Goldstein wysnuła hipotezę, że roztapianie Arktyki sprawiło, że dla patogenów otworzyło się legendarne Przejście Północno-Zachodnie, pozwalając zarażonemu ssakowi morskiemu, takiemu jak foka obrączkowana (albo jego odchodom) na kontakt ze zwierzętami morskimi z północnego Pacyfiku, przez co choroba rozniosła się wśród tamtejszych wydr morskich. Fragment wirusa wykryty wśród aleuckich wydr był identyczny z tym, który wywołał europejską epidemię w 2002 roku.

Teoria ta spotkała się z pewnym sceptycyzmem, ale jeśli jest prawdziwa, to zdaniem Goldstein, kierującej Marine Ecosystem Health Diagnostic and Surveillance Laboratory (Laboratorium Diagnostyki i Monitorowania Zdrowia Ekosystemu Morskiego) na uczelni, ssaki morskie w oceanach Arktycznym i Spokojnym, zwłaszcza foki pospolite, mogą być zagrożone rozprzestrzenianiem się wirusa. Co więcej, w Przejściu Północno-Zachodnim spotykają się teraz ze sobą (lub swoimi wydalinami) jeszcze inne gatunki, co może prowadzić do dalszego przekazywania choroby. Na przykład, w lecie 2010 roku spotkały się tam oznakowane i śledzone przez satelity wieloryby grenlandzkie z Atlantyku i Pacyfiku. To prawdopodobnie zdarzyło się po raz pierwszy od początku epoki holocenu 12 000 lat temu.

Ponieważ zmiany klimatyczne sprawiają, że polarne rejony Ziemi ogrzewają się szybciej niż prawie wszystkie inne, zwierzęta na lądzie, podobnie jak te w morzu, zaczynają chorować. W ciągu ostatnich 50 lat temperatury na całej Alasce wzrosły średnio o 1,9°C, podczas gdy średni wzrost dla reszty świata wyniósł 0,7 stopnia. Alaskańskie zimy ocieplają się nawet szybciej niż lata, a ich średnia temperatura wzrosła o 2,6°C. Ocieplenie to może tworzyć dogodniejsze warunki dla patogenów i pasożytów, a także ułatwić północną migrację wielu zwierząt takich, jak kleszcze, które często przenoszą choroby. Nowe organizmy pełzną i płyną na coraz cieplejszą północ, przenosząc patogeny do populacji, które nigdy ich wcześniej nie napotkały.

Migracja ta może być również zagrożeniem dla ludzi. W kurczącym się świecie, którego dawne bariery czasem dosłownie topnieją, zwierzęce choroby mogą się na nas łatwiej przenosić. Faktycznie, ponad 60% nowych chorób zakaźnych, które na całym świecie pojawiły się u ludzi po roku 1940, przeniosły się na nas ze zwierząt. Wśród nich są te wywoływane przez wirusy Ebola oraz zespołu ciężkiej niewydolności oddechowej (Severe Acute Respiratory Syndrome – SARS). Mówiąc prościej, jak ujmuje to Michael Grigg, szef zespołu zajmującego się parazytologią molekularną w National Institute of Allergy and Infectious Diseases, „jeśli zwierzęta są chore, to i my możemy zachorować.”

Zmiana w występowaniu chorób może również wpływać na zmiany populacji zwierząt, zagrażając ekosystemom i bazie pokarmowej rdzennych społeczności. A jednak naukowcy dopiero teraz zaczynają sobie uświadamiać wagę tych odkryć. „Arktyka – mówi Claire Heffernan, specjalistka od światowego zdrowia na University of Oxford – jest w rzeczywistości puszką Pandory pełną zakaźnych chorób i zmian klimatycznych.”