wszechświat
dodano: 2016-02-24
W POSZUKIWANIU PLANETY X

ASTRONOMIA
W POSZUKIWANIU PLANETY X
Michael D. Lemonick

COŚ BARDZO DZIWNEGO może się dziać daleko za Plutonem. Od ponad 20 lat astronomowie zdają sobie sprawę, że ta niewielka była planeta nie jest samotna na rubieżach Układu Słonecznego, lecz stanowi część rozległego obłoku lodowych obiektów, nazwanego Pasem Kuipera (Kuiper Belt Objects; KBO). Mała garstka ciał tego pasa ma bardzo dziwne orbity, zdecydowanie różne od większości towarzyszy Plutona, a także planet i większości planetoid. Są one niezwykle wydłużonymi torami wokół Słońca, w odróżnieniu od z grubsza kołowych orbit większości ciał planetarnych.
Te niegrzeczne obiekty, których liczba w zależności od sposobu liczenia wynosi od czterech do 12, mają jeszcze jedną wspólną cechę. Podobnie jak większość KBO poruszają się pod pewnym kątem do ekliptyki – płaskiego obszaru, w którym przebywają planety, i przez pewien czas wznoszą się ponad nim, a przez pozostały opadają poniżej. Jednakże w odróżnieniu od swoich zmrożonych pobratymców obiekty te przecinają płaszczyznę ekliptyki w momencie, gdy znajdują się najbliżej Słońca. Czyli, w terminologii, która nawet dla wielu astronomów jest tajemnicza, ich węzły pokrywają się z peryheliami.
„Normalnie – mówi Scott Sheppard, planetolog z Carnegie Institution for Science – można by się spodziewać, że w ciągu życia Układu Słonecznego rozkład węzłów powinien ulec randomizacji”. Być może to tylko zbieg okoliczności, że orbity tych kilku ciał mają takie same ustawienia: prawdopodobieństwo takiego zdarzenia wynosi kilka procent. To trochę tak, jakby w rzucie monetą 10 razy z rzędu wypadła reszka – sytuacja dość niezwykła, ale wcale nie niemożliwa.

Jednakże te 10 reszek może równie dobrze oznaczać, że moneta została sfałszowana – to samo dotyczy rzeczonych KBO. Coś może zmuszać owe obiekty, aby ich orbity były tak dziwnie ustawione – a tym czymś może być duża nieznana planeta, znacznie cięższa od Ziemi, czająca się na obrzeżach Układu Słonecznego. Jeżeli taki obiekt – czasami nazywany figlarnie „Planetą X” – rzeczywiście istnieje, porusza się co najmniej 10 razy dalej od Słońca niż Neptun, gdyż musi być na tyle odległy i słabo widoczny, aby nie dostrzegł go dotychczas żaden teleskop. Jego duża masa z kolei musi wpływać grawitacyjnie na inne obiekty Układu Słonecznego tak, żeby ta ingerencja była w stanie wytłumaczyć dziwne orbity niektórych ciał.

„Na razie nie mamy definitywnego dowodu, że w oddali znajduje się obiekt o masie planetarnej – mówi Nathan Kaib, teoretyk badający powstawanie planet, który również pracuje w Carnegie Institution. – Dzieje się jednak coś dziwnego, czego do końca nie rozumiemy”. Coraz więcej astronomów obstawia wyśmiewaną kiedyś hipotezę istnienia w Układzie Słonecznym superziemi – Planety X.

Jak wyjaśnia Kaib, argumenty za istnieniem ukrytej planety nie są wcale niepodważalne. Wielu astronomów nadal wątpi w tę ideę, a nawet ci, którzy traktują ją jako poważną ewentualność, nie są w pełni przekonani. Historia astronomii jest pełna tajemniczych niewidzialnych planet, o których istnieniu wnioskowano na podstawie osobliwych orbit innych ciał niebieskich. Niektóre z nich rzeczywiście odkryto. Inne okazały się fałszywym alarmem. Być może nie znamy naszego Układu Słonecznego tak dobrze, jak myślimy. Jeżeli Planeta X istnieje, konieczne będzie przeredagowanie niektórych kluczowych rozdziałów historii Układu.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 03/2016 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
03/2017
10/2016 - specjalny
Kalendarium
Marzec
26
W 1908 r. na ulice Warszawy wyjechał pierwszy tramwaj elektryczny.
Warto przeczytać
Odkrycia Svante Pääbo zrewolucjonizowały antropologię i doprowadziły do naniesienia poprawek w naszym drzewie genealogicznym. Stały się fundamentem, na którym jeszcze przez długie lata budować będą inni badacze

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

dodano: 2016-02-24
W POSZUKIWANIU PLANETY X

ASTRONOMIA
W POSZUKIWANIU PLANETY X
Michael D. Lemonick

COŚ BARDZO DZIWNEGO może się dziać daleko za Plutonem. Od ponad 20 lat astronomowie zdają sobie sprawę, że ta niewielka była planeta nie jest samotna na rubieżach Układu Słonecznego, lecz stanowi część rozległego obłoku lodowych obiektów, nazwanego Pasem Kuipera (Kuiper Belt Objects; KBO). Mała garstka ciał tego pasa ma bardzo dziwne orbity, zdecydowanie różne od większości towarzyszy Plutona, a także planet i większości planetoid. Są one niezwykle wydłużonymi torami wokół Słońca, w odróżnieniu od z grubsza kołowych orbit większości ciał planetarnych.
Te niegrzeczne obiekty, których liczba w zależności od sposobu liczenia wynosi od czterech do 12, mają jeszcze jedną wspólną cechę. Podobnie jak większość KBO poruszają się pod pewnym kątem do ekliptyki – płaskiego obszaru, w którym przebywają planety, i przez pewien czas wznoszą się ponad nim, a przez pozostały opadają poniżej. Jednakże w odróżnieniu od swoich zmrożonych pobratymców obiekty te przecinają płaszczyznę ekliptyki w momencie, gdy znajdują się najbliżej Słońca. Czyli, w terminologii, która nawet dla wielu astronomów jest tajemnicza, ich węzły pokrywają się z peryheliami.
„Normalnie – mówi Scott Sheppard, planetolog z Carnegie Institution for Science – można by się spodziewać, że w ciągu życia Układu Słonecznego rozkład węzłów powinien ulec randomizacji”. Być może to tylko zbieg okoliczności, że orbity tych kilku ciał mają takie same ustawienia: prawdopodobieństwo takiego zdarzenia wynosi kilka procent. To trochę tak, jakby w rzucie monetą 10 razy z rzędu wypadła reszka – sytuacja dość niezwykła, ale wcale nie niemożliwa.

Jednakże te 10 reszek może równie dobrze oznaczać, że moneta została sfałszowana – to samo dotyczy rzeczonych KBO. Coś może zmuszać owe obiekty, aby ich orbity były tak dziwnie ustawione – a tym czymś może być duża nieznana planeta, znacznie cięższa od Ziemi, czająca się na obrzeżach Układu Słonecznego. Jeżeli taki obiekt – czasami nazywany figlarnie „Planetą X” – rzeczywiście istnieje, porusza się co najmniej 10 razy dalej od Słońca niż Neptun, gdyż musi być na tyle odległy i słabo widoczny, aby nie dostrzegł go dotychczas żaden teleskop. Jego duża masa z kolei musi wpływać grawitacyjnie na inne obiekty Układu Słonecznego tak, żeby ta ingerencja była w stanie wytłumaczyć dziwne orbity niektórych ciał.

„Na razie nie mamy definitywnego dowodu, że w oddali znajduje się obiekt o masie planetarnej – mówi Nathan Kaib, teoretyk badający powstawanie planet, który również pracuje w Carnegie Institution. – Dzieje się jednak coś dziwnego, czego do końca nie rozumiemy”. Coraz więcej astronomów obstawia wyśmiewaną kiedyś hipotezę istnienia w Układzie Słonecznym superziemi – Planety X.

Jak wyjaśnia Kaib, argumenty za istnieniem ukrytej planety nie są wcale niepodważalne. Wielu astronomów nadal wątpi w tę ideę, a nawet ci, którzy traktują ją jako poważną ewentualność, nie są w pełni przekonani. Historia astronomii jest pełna tajemniczych niewidzialnych planet, o których istnieniu wnioskowano na podstawie osobliwych orbit innych ciał niebieskich. Niektóre z nich rzeczywiście odkryto. Inne okazały się fałszywym alarmem. Być może nie znamy naszego Układu Słonecznego tak dobrze, jak myślimy. Jeżeli Planeta X istnieje, konieczne będzie przeredagowanie niektórych kluczowych rozdziałów historii Układu.