technika
Autor: Kate Wong | dodano: 2017-05-25
Nowe spojrzenie na początki techniki


Jałowe pustkowia na północno-zachodnich brzegach jeziora Turkana w Kenii mają niewiele do zaoferowania mieszkającym tam ludziom. Wody do picia brakuje, a większość żyjących tam kiedyś zwierząt dawno padła ofiarą myśliwych i kłusowników. Mieszkańcy trudnią się pasterstwem, hodując w rozpalonym i suchym buszu kozy, owce, bydło, osły i czasem wielbłądy. Ich życie jest trudne. Ale przed milionami lat była to żyzna, wilgotna okolica, pełna zwierząt i roślin. Dla żyjących tam przodków człowieka musiał to być istny raj.
Sonia Harmand przybyła w te strony, by badać to, co po tych przodkach pozostało. Harmand jest archeolożką pracującą na Stony Brook University. Ma przenikliwe spojrzenie i imponującą prezencję. Pewnego mglistego lipcowego poranka siedziała przy drewnianym, składanym stoliku, przypatrując się kawałkowi skały. Była wielkości jej paznokcia i miała szarobury kolor. Dla niewprawnego oka trudno o coś bardziej banalnego. Ale Harmand wiedziała, że ma przed sobą to coś.
W pobliżu uwijało się 15 pracowników z Kenii, Francji, USA i Wielkiej Brytanii, przekopując pracowicie stok niewielkiego wzgórza. Z młotkami i dłutami w dłoniach odłupywali powoli żółtawy osad w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby być śladem dawnej aktywności człowieka. Na szczycie wzgórza butelki z wodą dyndały na kolczastych gałęziach akacji niczym bombki na choince, a poranna bryza pozwalała zachować chłód ich zawartości, zanim nadejdą największe upały. Po południu temperatura powietrza osiągnie prawie 40°C w cieniu, a dno wykopków – bezwietrzne i spieczone słońcem – będzie przypominać piec, zgodnie z popularną nazwą tego miejsca – Oven.
W roku 2015 Harmand wraz z mężem Jasonem Lewisem, paleoantropologiem na Stony Brook, oznajmili, że dokonali na tym stanowisku – zwanym Lomekwi 3 – odkrycia narzędzi kamiennych sprzed 3,3 mln lat. Były to najstarsze artefakty, jakie kiedykolwiek znaleziono – tak stare, że stanowiły wyzwanie dla dotychczasowych poglądów na temat ewolucji człowieka. Teraz badacze chcą się dowiedzieć, kto był ich wytwórcą i co go skłoniło do tego wynalazku. Ale mają też bardziej bezpośredni cel: znaleźć więcej śladów dowodzących, że narzędzia te są naprawdę tak stare, jak się wydaje.
Okruch w dłoni Harmand jest pierwszym śladem wytwarzania narzędzi kamiennych, jaki jej i Lewisowi udało się znaleźć od czasu, gdy przyjechali do Kenii. Jest to maleńki odłupek – ostrokrawędzisty fragment skały otrzymany przy uderzaniu jednym otoczakiem o drugi. Jest mały i lekki, a jego obecność świadczy, że osady, w których się znajdował, nie były poddane działaniu płynącej wody przez miliony lat. Ten fakt oznacza z kolei, że narzędzia z Lomekwi 3 są in situ – pochodzą z tej warstwy osadów, a nie z jakichś młodszych. Teraz, gdy robotnicy dotarli do właściwej warstwy, muszą pracować z wielką ostrożnością. „Pole, pole – mówi im Harmand w swym niewprawnym suahili. – Powoli, powoli”.
Paleoantropologowie od dawna uznawali wytwarzanie narzędzi kamiennych za cechę charakterystyczną dla rodzaju Homo i klucz do zrozumienia naszego sukcesu ewolucyjnego. Inne zwierzęta też wykorzystują narzędzia, ale tylko ludzie potrafią nadawać twardym materiałom, takim jak skały, właściwy kształt, który odpowiada ich celom. I tylko ludzie wykorzystują w swych działaniach wcześniej dokonane wynalazki, wprowadzając do nich wciąż nowe ulepszenia. „Jesteśmy jedynymi istotami, które są w pełni techniczne – mówi Michael Haslam z University of Oxford. – Nasze narzędzia to nie jest jakiś dodatek. To prawie jak części naszych ciał”.
Wedle obiegowych sądów nasza zależność od techniki zaczęła się kształtować w okresie globalnych zmian klimatycznych, między trzema a dwoma milionami lat, gdy afrykańskie lasy przeistaczały się w otwartą sawannę. Homininy, czyli członkowie rodziny ludzkiej, znalazły się na rozdrożu dziejów. Ich dawne źródła pożywienia zaczęły wysychać. Aby przeżyć, musiały się dostosować do nowych warunków. W jednej linii – tzw. masywnych australopiteków – powstały ogromne zęby trzonowe i masywne szczęki, do rozcierania twardych części roślinnych, dostępnych w trawiastym środowisku. W drugiej – u Homo o względnie dużych mózgach – wynalezione zostały narzędzia kamienne, dzięki którym ich twórcy zyskali dostęp do szerokiego spektrum źródeł pożywienia, w tym – co szczególnie istotne – zwierząt, które nauczyli się spasać w środowisku trawy. Mając do dyspozycji bogate zapasy mięsa, Homo mógł teraz sprostać zapotrzebowaniu na kalorie rosnącego mózgu, dzięki któremu powstawały nowe wynalazki i nowe narzędzia, dostarczające jeszcze więcej kalorii. Tak powstało sprzężenie zwrotne, które doprowadziło do narodzin ogromnych mózgów i wciąż nowych innowacji i dźwignęło naszą ewolucję na niedostępne wcześniej szczyty. Około milion lat temu masywne australopiteki wymarły, a Homo, które pozostały, rozpoczęły tryumfalny marsz ku panowaniu nad światem.
Narzędzia z Lomekwi rozbiły ten scenariusz w proch. Są one nie tylko zbyt stare, by należeć do rodzaju Homo, ale też pochodzą z czasów sprzed zmian klimatycznych, które miały zapoczątkować ten nasz innowacyjny zapał. Ponadto wobec braku jakichkolwiek śladów na kościach lub innych oznak odkrawania mięsa nie jest wcale pewne, że narzędzia te służyły do obrabiania tusz. Co więcej, między artefaktami z Lomekwi a chronologicznie następnymi narzędziami kamiennymi upłynęło tak dużo czasu, że nie jest jasne, czy istnieje między nimi ciągłość, a to podważa przekonanie, że innowacja ta stanowiła tak wielką rewolucję, o jakiej zawsze mówili specjaliści. Nowe odkrycia wywo­łują ból głowy badaczy, którzy próbują zrozumieć, kiedy i jak nasi pradawni przodkowie nabyli fizycznych i psychicznych cech koniecznych do wytwarzania narzędzi i przekazania swych umiejętności następnym pokoleniom. Jeśli umiejętności te narodziły się niezależnie w różnych liniach ewolucyjnych, badacze będą musieli przemyśleć na nowo wiele pozornie bezsprzecznych prawd na temat pochodzenia techniki i jej wpływu na ewolucję naszej linii rodowej.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 06/2017 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
07/2017
10/2016 - specjalny
Kalendarium
Czerwiec
27
W 1854 r. kanadyjski lekarz i geolog Abraham Gesner uzyskał amerykański patent na naftę wytwarzaną z węgla pod nazwą handlową kerosene.
Warto przeczytać
Historia Polski pełna jest mitów, półprawd, przemilczeń i niedomówień. Różne jej wątki bywały w ciągu wieków retuszowane, poprawiane i wygładzane, by w końcu przybrać postać miłej dla ucha opowieści – stawały się narodowymi mitami.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Kate Wong | dodano: 2017-05-25
Nowe spojrzenie na początki techniki


Jałowe pustkowia na północno-zachodnich brzegach jeziora Turkana w Kenii mają niewiele do zaoferowania mieszkającym tam ludziom. Wody do picia brakuje, a większość żyjących tam kiedyś zwierząt dawno padła ofiarą myśliwych i kłusowników. Mieszkańcy trudnią się pasterstwem, hodując w rozpalonym i suchym buszu kozy, owce, bydło, osły i czasem wielbłądy. Ich życie jest trudne. Ale przed milionami lat była to żyzna, wilgotna okolica, pełna zwierząt i roślin. Dla żyjących tam przodków człowieka musiał to być istny raj.
Sonia Harmand przybyła w te strony, by badać to, co po tych przodkach pozostało. Harmand jest archeolożką pracującą na Stony Brook University. Ma przenikliwe spojrzenie i imponującą prezencję. Pewnego mglistego lipcowego poranka siedziała przy drewnianym, składanym stoliku, przypatrując się kawałkowi skały. Była wielkości jej paznokcia i miała szarobury kolor. Dla niewprawnego oka trudno o coś bardziej banalnego. Ale Harmand wiedziała, że ma przed sobą to coś.
W pobliżu uwijało się 15 pracowników z Kenii, Francji, USA i Wielkiej Brytanii, przekopując pracowicie stok niewielkiego wzgórza. Z młotkami i dłutami w dłoniach odłupywali powoli żółtawy osad w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby być śladem dawnej aktywności człowieka. Na szczycie wzgórza butelki z wodą dyndały na kolczastych gałęziach akacji niczym bombki na choince, a poranna bryza pozwalała zachować chłód ich zawartości, zanim nadejdą największe upały. Po południu temperatura powietrza osiągnie prawie 40°C w cieniu, a dno wykopków – bezwietrzne i spieczone słońcem – będzie przypominać piec, zgodnie z popularną nazwą tego miejsca – Oven.
W roku 2015 Harmand wraz z mężem Jasonem Lewisem, paleoantropologiem na Stony Brook, oznajmili, że dokonali na tym stanowisku – zwanym Lomekwi 3 – odkrycia narzędzi kamiennych sprzed 3,3 mln lat. Były to najstarsze artefakty, jakie kiedykolwiek znaleziono – tak stare, że stanowiły wyzwanie dla dotychczasowych poglądów na temat ewolucji człowieka. Teraz badacze chcą się dowiedzieć, kto był ich wytwórcą i co go skłoniło do tego wynalazku. Ale mają też bardziej bezpośredni cel: znaleźć więcej śladów dowodzących, że narzędzia te są naprawdę tak stare, jak się wydaje.
Okruch w dłoni Harmand jest pierwszym śladem wytwarzania narzędzi kamiennych, jaki jej i Lewisowi udało się znaleźć od czasu, gdy przyjechali do Kenii. Jest to maleńki odłupek – ostrokrawędzisty fragment skały otrzymany przy uderzaniu jednym otoczakiem o drugi. Jest mały i lekki, a jego obecność świadczy, że osady, w których się znajdował, nie były poddane działaniu płynącej wody przez miliony lat. Ten fakt oznacza z kolei, że narzędzia z Lomekwi 3 są in situ – pochodzą z tej warstwy osadów, a nie z jakichś młodszych. Teraz, gdy robotnicy dotarli do właściwej warstwy, muszą pracować z wielką ostrożnością. „Pole, pole – mówi im Harmand w swym niewprawnym suahili. – Powoli, powoli”.
Paleoantropologowie od dawna uznawali wytwarzanie narzędzi kamiennych za cechę charakterystyczną dla rodzaju Homo i klucz do zrozumienia naszego sukcesu ewolucyjnego. Inne zwierzęta też wykorzystują narzędzia, ale tylko ludzie potrafią nadawać twardym materiałom, takim jak skały, właściwy kształt, który odpowiada ich celom. I tylko ludzie wykorzystują w swych działaniach wcześniej dokonane wynalazki, wprowadzając do nich wciąż nowe ulepszenia. „Jesteśmy jedynymi istotami, które są w pełni techniczne – mówi Michael Haslam z University of Oxford. – Nasze narzędzia to nie jest jakiś dodatek. To prawie jak części naszych ciał”.
Wedle obiegowych sądów nasza zależność od techniki zaczęła się kształtować w okresie globalnych zmian klimatycznych, między trzema a dwoma milionami lat, gdy afrykańskie lasy przeistaczały się w otwartą sawannę. Homininy, czyli członkowie rodziny ludzkiej, znalazły się na rozdrożu dziejów. Ich dawne źródła pożywienia zaczęły wysychać. Aby przeżyć, musiały się dostosować do nowych warunków. W jednej linii – tzw. masywnych australopiteków – powstały ogromne zęby trzonowe i masywne szczęki, do rozcierania twardych części roślinnych, dostępnych w trawiastym środowisku. W drugiej – u Homo o względnie dużych mózgach – wynalezione zostały narzędzia kamienne, dzięki którym ich twórcy zyskali dostęp do szerokiego spektrum źródeł pożywienia, w tym – co szczególnie istotne – zwierząt, które nauczyli się spasać w środowisku trawy. Mając do dyspozycji bogate zapasy mięsa, Homo mógł teraz sprostać zapotrzebowaniu na kalorie rosnącego mózgu, dzięki któremu powstawały nowe wynalazki i nowe narzędzia, dostarczające jeszcze więcej kalorii. Tak powstało sprzężenie zwrotne, które doprowadziło do narodzin ogromnych mózgów i wciąż nowych innowacji i dźwignęło naszą ewolucję na niedostępne wcześniej szczyty. Około milion lat temu masywne australopiteki wymarły, a Homo, które pozostały, rozpoczęły tryumfalny marsz ku panowaniu nad światem.
Narzędzia z Lomekwi rozbiły ten scenariusz w proch. Są one nie tylko zbyt stare, by należeć do rodzaju Homo, ale też pochodzą z czasów sprzed zmian klimatycznych, które miały zapoczątkować ten nasz innowacyjny zapał. Ponadto wobec braku jakichkolwiek śladów na kościach lub innych oznak odkrawania mięsa nie jest wcale pewne, że narzędzia te służyły do obrabiania tusz. Co więcej, między artefaktami z Lomekwi a chronologicznie następnymi narzędziami kamiennymi upłynęło tak dużo czasu, że nie jest jasne, czy istnieje między nimi ciągłość, a to podważa przekonanie, że innowacja ta stanowiła tak wielką rewolucję, o jakiej zawsze mówili specjaliści. Nowe odkrycia wywo­łują ból głowy badaczy, którzy próbują zrozumieć, kiedy i jak nasi pradawni przodkowie nabyli fizycznych i psychicznych cech koniecznych do wytwarzania narzędzi i przekazania swych umiejętności następnym pokoleniom. Jeśli umiejętności te narodziły się niezależnie w różnych liniach ewolucyjnych, badacze będą musieli przemyśleć na nowo wiele pozornie bezsprzecznych prawd na temat pochodzenia techniki i jej wpływu na ewolucję naszej linii rodowej.